Cześć! Nazywam się Agata. Z pierwszego wykształcenia jestem filologiem klasycznym. Po nauce łaciny i starogreki przyszedł czas na języki programowania - tak zostałam front-end developerką. Na spełnienie tego marzenia pracowałam bardzo długo. Pierwsza praca w branży IT to dopiero początek, a przede mną jeszcze morze nauki. Zapraszam do podczytywania o tym i tamtym z życia początkującej programistki:)

Cześć! Nazywam się Agata. Nie jestem zawodową programistką, ale filolożką, która na przekór wszystkiemu postanowiła zostać koderką! Więcej w o mnie; && o blogu;

Na początku grudnia obiecywałam kontynuację serii z „pamiętnika kursanta”, czyli o tym, jak skończyłam kurs programowania junior front-end developer w infoShare Academy. W wyniku przemyślanej strategii budowania napięcia niczym w greckiej tragedii (to, że byłam ostatnio strasznie zabiegana „oczywiście” nie ma z tym nic wspólnego 😉 ), wrzucam pierwszy wpis z nowej serii, który będzie także po części moją (a więc subiektywną!) opinią o kursie. Dzisiaj będzie o tym, jak to wszystko zaczęło się w moim przypadku plus trochę ogólnych informacji.

 

(Prawie) nie planowałam nowego życia

Jeszcze pół roku temu mieszkałam w Olsztynie, dzisiaj mieszkam w Trójmieście i jestem po dwumiesięcznym bootcampie na junior front-end developera. To może trochę zabawne (albo wręcz ironiczne), ale o Akademii infoShare usłyszałam ponad rok temu i niedługo po tym zobaczyłam ją po raz pierwszy na własne oczy podczas… konferencji dla bibliotekarzy, w której brałam udział reprezentując jedną z olsztyńskich bibliotek. Z tej całej ekscytacji i radości zrobiłam nawet zdjęcie infoShare’owemu bannerowi. Pstrykając tę fotkę w najśmielszych snach nie pomyślałabym, że rok później będę mieszkała w Gdańsku i uczęszczała do tej szkoły właśnie. Aczkolwiek już wtedy przestrzeń samej O4 spodobała mi się do tego stopnia, że oświadczyłam koleżance, z którą tam wówczas byłam,”że jeszcze tu wrócę”. Musisz zdać sobie sprawę, jak absurdalnie to wtedy zabrzmiało biorąc pod uwagę, że mieszkałam w innym mieście, miałam zupełnie inną pracę i nie w głowie były mi jakiekolwiek migracje.

Zdjęcie z 15 października 2015 r. W sumie to wiele się od tamtej pory nie zmieniło w tym miejscu. Drzwi są nadal czerwone 😀

Jak trafiłam do infoShare Academy?

Jak to w życiu bywa, jedno wypowiedziane słowo, zasiane ziarno i człowiek podświadomie zaczyna „mielić” w głowie różne myśli. W tak zwanym między czasie wystartowałam z koderatornią; i zaczęłam naukę front-endu na własną rękę. Pozmieniało się też moje życie prywatne i pojawiła się wizja przeprowadzki do Gdańska. Wtedy też „przypomniał” mi się infoShare Academy  i pod wpływem impulsu podjęłam pierwszą „przyczajoną próbę”. Było to chyba w maju. Znalazłam na stronie kurs na junior front-end developera, na który zapisy właśnie się kończyły. Napisałam do Akademii z pytaniem o wolne miejsca i… niestety wszystkie były już zajęte. Do tego dostałam informację, że zbliżają się wakacje i w tej chwili Akademia nie przewiduje więcej tego typu kursów. Miała inne, ale tamte niezbyt mnie zainteresowały, więc przełknąwszy tę cytrynę, odpuściłam sobie. I tak naprawdę w tej chwili opadł mi animusz i zapomniałam o Akademii na jakiś czas. Trochę wody upłynęło i pewnego pięknego dnia dostałam maila od Pauliny z Akademii, że Akademia planuje nowy kurs, którym byłam zainteresowana w maju i padło pytanie, czy w ciąż jestem nim zainteresowana.

Wiesz… byłam, jasne, ale upływający czas miewa otrzeźwiające i hamujące właściwości. O ile w maju zapisałabym się na ten kurs z marszu, to w tym momencie moja sytuacja wyglądała już nieco inaczej. Dlatego długo i dużo się zastanawiałam nad tym, czy iść na kurs (pieniądze również odgrywały tu znaczącą rolę). Jaką decyzję podjęłam ostatecznie – już wiesz 🙂 Tak naprawdę, tę decyzję podjęłam chyba już w październiku 2015, a uświadomiłam sobie ją dopiero rok później w nieco innych życiowych okolicznościach. Pomogło mi podjęcie decyzji o tym, czym chcę zajmować się w życiu.

Teraz dam Ci garść rad praktycznych, które to rady odnoszą się głównie do kursu na junior front-end developera. Wiem, że Akademia oferuje coraz więcej fajnych kursów (w tym startujący w styczniu kurs z Pythona, na którym wykładowcą będzie zaprzyjaźniony z nami mentor z Django Girls Olsztyn, Arek, co bardzo, bardzo mnie cieszy! 🙂  Arku, nie mogłam się powstrzymać, bo to bardzo fajna nowina! :))))

Jakie kroki trzeba podjąć, by dostać się na kurs do Akademii?

Ja skontaktowałam się z Akademią poprzez czat na stronie. Jak wspomniałam, nie było wtedy dla mnie miejsca na kursie, ale zostawiłam swojego maila i Paulina Radwańska z Akademii odezwała się do mnie sama. Oprócz czatu można też po prostu zadzwonić lub pójść do Akademii i pogadać z pracownikami jej biura. Ale tu też sugeruję wcześniej się z nimi skontaktować i umówić, by nie podróżować do Akademii na próżno.

Następnie drogą mailową dostałam test. Było w nim kilka zadań logicznych oraz pytań o podstawy z zagadnień front-endowych. Po tym, jak test wypadł pomyślnie, zostałam zakwalifikowana na kurs i dostałam materiały, które powinnam przerobić przed rozpoczęciem kursu. Potem był już tylko wybór umowy, jej podpisanie i oczekiwanie na wrześniowy start. Tyle 🙂

Dodam jeszcze w tym miejscu, że przed podpisaniem umowy zadawałam Paulinie miliony pytań. W końcu zobowiązywałam się do zapłaty niemałej kwoty (sporej części moich oszczędności, które postanowiłam zainwestować w siebie), więc musiałam mieć pewność, że ta inwestycja będzie inwestycją trafioną. Paulina stanęła na wysokości zadania i odpowiedziała mi na każde pytanie, a jeśli w jakimkolwiek przypadku miała wątpliwość, to sprawdzała informacje i kontaktowała się ze mną ponownie. Serio, sama pracowałam w miejscu, w którym miałam kontakt z „klientem” i wiem, że choć świetna, to nie zawsze jest to łatwa praca i czasem aż kusi, by nie pociągnąć jakiegoś tematu, jeśli klient nie ma wystarczającej siły perswazji. Ja chciałabym, by w każdym miejscu potraktowano mnie, tak jak wtedy zrobiła to Paulina. Bardzo na plus 🙂

Czy potrzebna mi była wiedza z programowania, by wziąć udział w kursie?

Teoretycznie, odpowiedź powinna chyba brzmieć NIE, ALE… Przyznam się szczerze, że nie wyobrażam sobie udziału w tym kursie bez podstawowej wiedzy z zakresu HTML, CSS, JavaScript. Wiem, że w poprzednich edycjach bywało różnie, jeśli chodzi o wcześniejsze przygotowanie kursantów, ale w przypadku mojej grupy, nie było chyba nikogo, kto nie miałby jakiegokolwiek przygotowania. Spójrzmy też prawdzie w oczy, większość z tych ludzi, to osoby raczej po ścisłych kierunkach np. budownictwo. O dziwo, nie zabrakło też osób po kierunkach takich jak elektrotechnika itp. Cóż, to też daje pewne wyobrażenie o stanie edukacji wyższej w Polsce, skoro ludzie po politechnikach przychodzą na dwumiesięczny kurs, żeby nauczyć się programować…

Przechodząc do meritum: ja przed kursem miałam na swoim koncie już kilka stronek w HTMLu i CSS, a także „przerobiłam” dwie książki do JavaScriptu i materiały z W3Schools. Czy mi to pomogło? Tak, ale o dziwo może nie tyle sama wiedza, co po prostu oswojenie się z tematem i sposobem myślenia. Bez tego trudniej byłoby mi przestawić mózg na na pełne obroty w trybie programistycznym.

Bazując na moim doświadczeniu mam zamiar podrzucić Ci trochę materiałów, z których można przygotować się do takiego kursu. Już teraz mogę polecić książkę dla dzieci (sic!), o której pisałam tutaj(KLIK!) i darmowy kurs internetowy, o którym pisałam tu (KLIK).

Ile trwał mój kurs?

Mój kurs na junior front-end developera trwał dwa miesiące. Zajęcia odbywały się codziennie od poniedziałku do piątku w godzinach 9:00-17:00.

Czy musiałam mieć swój laptop?

Nie.  Cały sprzęt jak i oprogramowanie było do naszej dyspozycji na miejscu.

Czy na kursie było trudno?

Przejdę teraz do bardzo istotnej kwestii, czyli rzeczywistego czasu, jaki musiałam poświęcić na kurs. Teoretycznie zajęcia trwają osiem godzin dziennie (w tym przerwa), więc jest to system „tradycyjnego” dnia pracy. I na początku faktycznie tak to wyglądało. Nasz dzień wyglądał następująco: pierwszy blok zajęć, przerwa obiadowa, drugi blog zajęć, na koniec realizacja projektu grupowego. Przez pierwszy miesiąc wracałam do domu i raczej hobbystycznie doczytywałam sobie pewne rzeczy, ale wszystko było na ludzie. Hardcore zaczął się w drugim miesiącu, kiedy weszły naprawdę trudne i nowe dla mnie zagadnienia. nagle okazało się, że osiem godzin to mało, przerwy nie wystarcza już by zjeść, a po powrocie do domu, do łóżka trafiam ok. pierwszej w nocy. Wiem, że były osoby, które nie pracowały tak intensywnie, a odnosiły lepsze efekty, ale to co cały czas podkreślam ja – ludzie przyswajają wiedzę na rozmaite sposoby i nieczęsto zdarza się humanista, który staje w edukacyjne szranki ze ścisłowcami. Tego nie da się przeskoczyć, przynajmniej nie od razu. Idąc więc na ten kurs raczej zapomnijcie o życiu na najbliższe dwa miesiące. W kurs będziesz zaangażowany nie tylko Ty, ale też Twoja rodzina, która będzie musiała stworzyć Ci w domu przestrzeń do nauki. Jeżeli rozważasz udział w tym kursie, a wiesz np. że w najbliższym czasie będziesz musiał/a przygotować dziecko do szkolnej olimpiady, masz wielki remont lub na dłużej wpadają do Ciebie goście – odpuść sobie ten kurs w tej chwili i pomyśli o wzięciu w nim udziału za jakiś czas. Taka oto moja rada.

Myślę, że ten temat poruszę jeszcze w oddzielnym wpisie, bo uważam go za bardzo ważny.

Co z angielskim?

Do udziału w kursie jest potrzebna znajomość angielskiego pozwalająca na czytanie dokumentacji w tym języku. Tego nie da się przeskoczyć. Mówić nie musisz, ale czytać – tak, owszem.

Praca i partnerzy

Bez wątpienia dużym argumentem przemawiającym za tym, że ludzie decydują się na kurs w infoShare Academy jest współpraca z partnerującymi firmami, które potem dają kursantom możliwość zatrudnienia. Jak to wygląda w praktyce? W praktyce wygląda to tak, że przedstawiciele firm przychodzili kilka razy podczas kursu na podsumowania projektów, które realizowaliśmy w teamach. Był to czas na zaprezentowanie siebie i swoich umiejętności, a także na bezpośrednie rozmowy z tymi ludźmi i okazja do podpytania o warunki zatrudnienia w ich firmach jak i samą firmę (co robią, w jakich technologiach pracują itp.). Niewątpliwie na tych spotkaniach korzystają najwięcej ludzie potrafiący się „sprzedać” – lepiej zapadają w pamięć. Ale nie każdy ma taką osobowość i też nie warto chyba robić niczego na siłę, by nie wypaść sztucznie.

Oczywiście większość kursantów chciałoby  dostać pracę po kursie i z tego co wiem, w tej chwili (1,5 miesiąca od zakończenia kursu) połowa moich kolegów i koleżanek albo pracuje albo już jest na zaawansowanych etapach procesów rekrutacyjnych.

Czy znalazłam pracę po kursie?

Jest to zapewne pytanie, które nurtuje niejedną osobę idącą na kurs: „Czy znajdę pracę w nowym zawodzie?” 😉 W tej chwili nie mogę udzielić takiej informacji, bo procesy rekrutacyjne wciąż trwają, a w IT mają to do siebie, iż są wieloetapowe i często przejście od jednego etapu do drugiego zajmuje sporo czasu (powody takiego stanu rzeczy są różne). Więc w tym temacie wypowiedzieć się nie mogę. Powiem tylko, że zdobywam doświadczenia rekrutacyjne 🙂 Z tego, co wiem, pierwsza osoba z mojego kursu dostała pracę po niecałym miesiącu od jego ukończenia, więc wszystko to niestety trwa, a wpływ na to ma jeszcze wspomniana końcówka roku, ale się udaje.

Co mi się nie podobało w kursie?

To nie tak, że było różowo i jestem w pełni zachwycona. Było fajnie, ale myślę, że są rzeczy do poprawy, a są też takie, których poprawić się nie da i wynikają pewnie ze specyfiki kursu/branży oraz natury ludzkiej.

I tak jedną z rzeczy, na którą trzeba być przygotowanym i której nie da się uniknąć podczas kursu to rywalizacja. Podczas kursu jest bardzo fajnie, pracujemy w grupach, z czasem nawet się ze sobą zżywamy (czemu na pewno sprzyjają piłkarzyki, w których podciągnęliśmy się chyba wszyscy :D), a także eventy organizowane przez Akademię,  na które byliśmy wszyscy zaproszeni (urodziny Akademii, wspólne wyjście na kręgle itp.). Jednak im bliżej końca, tym bardziej było czuć w powietrzu niewypowiedzianego ducha rywalizacji. jednych to napędza do pracy, drugich nie – wiadomo 😉

Wydaje mi się, że podczas kursu bardziej wybijają się osoby ekstrawertyczne. I nie zrozum mnie źle – po prostu stwierdzam fakt bez oceniania. Introwertycy (do których należę i ja) na pewno będą musieli trochę bardziej się nagimnastykować, by pokazać, jak wiele się nauczyli. Warto mieć to na uwadze.

A co mi się podobało?

Teraz ta fajniejsza część 😀 O paru rzeczach wspomniałam powyżej. Ale co jeszcze? Pomimo rywalizacji, muszę przyznać, że atmosfera była bardzo fajna. Przyjacielska, swobodna, kontakt z trenerami był na luzie, niewymuszony. Ale także kontakt między nami-kursantami. W moim życiu kurs odegrał jeszcze jedną, dodatkową, ale ważną rolę. Jako nowa mieszkanka Trójmiasta, przyjechałam tu bez pakietu moich znajomych, a nie mam aż tak bardzo rozwiniętego genu odpowiedzialnego za szybkie nawiązywanie nowych przyjaźni. Dzięki Akademii w ogóle weszłam w gdańskie „środowisko” i poznałam sporo fajnych ludzi, z którymi cały czas utrzymuję kontakt. To taki mój osobisty plus kursu 🙂

Jeśli chodzi o stronę bardziej merytoryczną, to na pewno nauczyłam się bardzo dużo. Już bezpośrednio po kursie wiedziałam, że stan mojej wiedzy uległ diametralnej zmianie, ale w pełni zdałam sobie z tego sprawę , gdy zaczęłam powoli dłubać jakiś tam projekt na potrzeby własne. Nauczyłam się też innej ważnej rzeczy, która mi średnio przed kursem wychodziła (w trakcie kursu z resztą jeszcze też :D) – samodzielnego wyszukiwania informacji. Przedtem, jeśli coś mi nie wychodziło, nie byłam w stanie (albo wychodziło mi to naprawdę rzadko) dotrzeć w internecie do potrzebnych informacji. Teraz nauczyłam się jak zdobywać te informacje, jak czytać dokumentacje i wyrzucane errory. Z tego też zdałam sobie sprawę dopiero po kursie. Wszystko to bardzo usprawniło moją pracę. Stałam się po prostu bardziej samodzielna i niezależna.

Odnośnie technologii: to też był duży plus mojego kursu. Uczyliśmy się tak naprawdę wszystkiego, co najczęściej pojawia się dzisiaj w ofertach pracy. Ogromny plus, za przekazywanie aktualnej wiedzy i przygotowywanie do wejścia na rynek pracy w takim kształcie, jaki ma on właśnie teraz, dzisiaj (a nie „na wczoraj”). To bardzo, bardzo ważne.

Oprócz wiedzy czysto programistycznej nauczyłam się pracować w zespole, czego nawet przy najszczerszych chęciach człowiek nie nauczy się sam w domu. Poza tym poznałam masę narzędzi „okołoprogramistycznych” ułatwiających developerom pracę. Mam oczywiście świadomość, że te mikroskopijne warunki, jakie stworzyła nam Akademia koniec końców różnią się od tego, co zastajemy w prawdziwej pracy, ale symulacja tych warunków jest naprawdę na plus. Nawet piłkarzyki były 😀

Plusów było jeszcze wiele i postaram się wspominać o nich w następnych wpisach.

Czy poszłabym na kurs ponownie?

Tak. Tak, ale przygotowałabym się do niego trochę inaczej. Także o tym chcę opowiadać w serii tych artykułów. Ale uważam, że było warto i oceniam to głównie poprzez pryzmat progresu  wiedzy i umiejętności, jaki nastąpił od września do grudnia. Bo to też muszę nadmienić, że mimo iż kurs się skończył, ja nie przestałam się dalej uczyć. Teraz już jednak na własną rękę, bo wiem, jak to robić.

To tyle, póki co. W następnych wpisach z tej serii rozwinę temat przygotowań do kursu, radzenia sobie z kryzysami oraz kilku innych zagadnień, które mogą Ci się przydać 🙂

Do usłyszenia!

Ag


  • Kategorie

  • Najnowsze wpisy

  • Archiwum

  • Znajdź mnie

  • Tagi